Pomyśl o sobie - jesteś nieszczęśliwy i się męczysz, a przecież jesteś jeszcze młodym i fajnym człowiekiem i myślę, że każdy ma prawo do szczęścia. Ja to przeszedłem, no nie było łatwo po 13 latach małżeństwa i dwójce małych dzieci (7 i 10 lat) i odszedłem od mojej "królowej Lodu".
Do związku trzeba dwojga. Ale do rozstania wystarczy jedno. Głęboko w to wierzę i staram się ludziom tłumaczyć, że aby się rozstać, nie trzeba obopólnej zgody. Wystarczy, że jedna strona tego pragnie. Wystarczy, że jedna osoba nie chce rozmawiać i do dyskusji nie dojdzie. Wystarczy, że jedno ma w dupie, by starania drugiej strony nie odnosiły skutku. Krążą co prawda legendy o wybłaganych powrotach i wystaranych jednostronnie miłościach, ale nie wierzę w takie rozwiązania. Prędzej czy później ktoś się w takim związku obudzi i albo dojdzie do wniosku, że nie kocha – albo że nie wystarczy mu uczucie partnera. Mój przyjaciel bardzo zgrabnie to ostatnio ujął: Jeśli związek trzyma się tylko dlatego, że się bardzo o niego staram i ciągle walczę o to, żeby było dobrze, to wystarczy jeden kryzys; jedno nieuniknione potknięcie, trudności w pracy, choroba lub nawet gorszy dzień, by taki związek runął jak domek z kart. O dobry związek nie trzeba walczyć na co dzień. On powinien stać na mocnych fundamentach i wymagać remontu tylko w momentach kryzysowych. A te kryzysy będą. To pewne. Jeśli więc czujesz, że Twoja walka o związek trwa już długo. Nie tydzień lub miesiąc, ale rok lub lata. To daj sobie spokój i odejdź. Nie marnuj sobie życia, nie spędzaj lat na byciu nieszczęśliwym. Niezależnie od tego, czy to Ty nie kochasz partnera – czy to on nie kocha Ciebie, przez wzgląd na Was oboje – odejdź. Tak będzie lepiej. Odszedł do innej kobiety, bo nie mógł wytrzymać z żoną. Przeczytałam ostatnio zwierzenia pewnego mężczyzny, który zdradził żonę i w długim, emocjonalnym tekście tłumaczy, że to ona była temu winna. Artykuł macie tu (klik) i nosi wdzięczny tytuł „Odszedłem od żony. Dlaczego świat mnie nienawidzi?” aka „Zostawiłem ją dla innej kobiety. Ale to moja żona do tego doprowadziła”. Artykuł nie jest agresywny. Nawet żal się robi tego faceta, bo z tego, co opisuje, jego związek był już martwy od lat i z taką żoną, jak ją przedstawił w tekście, nikt normalny by nie wytrzymał. W skrócie: po urodzeniu dzieci ona przestała go zauważać, od lat nie uprawiali seksu, ona miała do niego ciągłe pretensje i traktowała go instrumentalnie. Po 10 latach zakochał się w innej kobiecie i postanowił odejść. Przeczytałam tekst. Biedny facet, pomyślałam. Biedna żona też. Tyle lat tkwili w tym związku, ewidentnie nieszczęśliwi i zamiast się normalnie w którymś momencie rozstać, zmuszali się do bycia razem. Bo dzieci. Bo jest szansa, że będzie lepiej. Bo brak kasy. Bo cokolwiek. Wielka szkoda, że żadne z nich nie miało jaj, żeby to zakończyć. Bo tkwienie w związku bez miłości jest jak chodzenie po polu minowym. Prędzej czy później ktoś się zakocha w kimś innym, kto da mu miłość i czułość, których brakuje w małżeństwie. A z tego już nic dobrego nie będzie, bo któreś będzie miało wyrzuty sumienia, drugie nagle poczuje się oszukane i może nawet pomyśli, że już nigdy z nikim nie będzie szczęśliwe. Może nawet tak się stanie, w wyniku obniżonej samooceny i nieufności będącej wynikiem bycia zdradzonym. No biedni ludzie. A potem przeczytałam komentarze. Szukanie winnego W komentarzach pełno opinii krytykujących żonę – że sama zasłużyła, że straszna, że właśnie przez takie kobiety rozpadają się związki. Ale nie zabrakło też i komentarzy krytykujących męża – że nieudacznik, że próbuje na nią zwalić winę za swoją zdradę. Ci pierwsi nie pomyśleli, że w artykule brakuje zeznań kobiety. A może historia opowiedziana jej oczami byłaby już inna? Może miała powody, by zachowywać się w dany sposób? Może i on miał swoje za uszami? Drudzy zaś zapominają, że każda zdrada ma swoją przyczynę. Nie zdradza się kobiet, które się kocha i z którymi jest się szczęśliwym. Nie skacze się na bok w szczęśliwych związkach (pomijam oczywiście wolne związki i choroby psychiczne. Nie, nie łączę jednego z drugim. Przypadkowo stoją obok siebie ;)). A czy nie przyszło Wam do głowy, że tu nie ma winnego? Że najzwyczajniej w świecie miłość między ludźmi wygasła? Albo że, zakładając teorię przeznaczenia, nie byli sobie pisani? Ona nie powinna była wyżywać się na mężu, a on nie powinien był zakochiwać się w innej. Ale przecież zarówno wyżywanie się na kimś jak i zakochiwanie w kimś innym nie bierze się z powietrza. Jeśli w ogóle można mówić tu o winie, to jest ona obopólna. Żadne z nich nie zakończyło tego związku wcześniej. Co jest gorsze: zdrada czy nieustanne unieszczęśliwianie partnera? No właśnie. W moralności naszej kultury niewiele jest gorszych rzeczy niż zdrada. A moim zdaniem trwanie w związku bez miłości, wyżywanie się na partnerze i złe go traktowanie jest równie złym uczynkiem. Oba wynikają z braku miłości lub innych poważnych problemów w związku. Obu można uniknąć, jeśli nad związkiem się popracuje – albo, jeśli ta praca nie pomaga – po prostu się ten związek zakończy. Tylko ludziom jaj do tego brakuje i wymyślają mnóstwo wymówek, by tego nie robić. Na przykład „że dzieci będą przez to cierpieć”. Uwierzcie mi, że dzieci dużo mocniej skrzywdzicie, zapełniając ich rodzinny dom kłótniami, pretensjami, cichymi dniami i zwykłym brakiem szczęścia ich rodziców. Dacie im wzór toksycznego związku, którym możecie zainfekować ich przyszłe relacje. Albo że nie opłaca się Wam rozstawać, bo długi rozwód, bo wspólny kredyt, bo brak kasy. No błagam. To jest tak niskiego sortu argument, że nawet nie chce mi się go komentować. Nie chce Ci się dążyć szczęścia, bo stracisz pieniądze? Przecież to jest właśnie jedyny cel posiadania pieniędzy – kupować nimi szczęście. nie krzywdź i nie pozwól innym się krzywdzić Nie wymagam od ludzi wiele. Nawet czasem się o to spieram z Sebą, bo on twierdzi, że wobec innych powinnam mieć takie same wymagania jak wobec siebie. Ale tak nie jest. Akceptuję fakt, że ludzie są w większości słabi, boją się i popełniają błędy. Nie skreślam ich tylko dlatego, że kogoś zdradzili albo zachowują się jak chujki w swoich związkach. Ich błędy, ich związki, ich życie. Ale wobec siebie i mojego partnera mam wysokie wymagania. Nie zdradzę człowieka, którego kocham. Nie będę też mu niszczyć życia awanturami, pretensjami lub zwykłym chłodem i wymagam tego samego od niego. Jeśli przestanę go kochać albo poczuję, że on nie kocha już mnie – zakończę ten związek. Niezależnie od tego, czy będą nas łączyć dzieci, kredyty lub mieszkania. Niezależnie od mojego wieku i tego, „czy jeszcze kogoś sobie znajdę”. Odejdę, bo szanuję siebie i mężczyznę, którego wybrałam. I chciałabym, żeby on miał to samo podejście. A komentatorom internetowym życzę, żeby spojrzeli na siebie zanim kogoś skrytykują. Żeby pomyśleli, czy przypadkiem nie kieruje nimi własna frustracja lub lęk. Żeby nie oceniali każdego na siłę, koniecznie i bezlitośnie – a już na pewno żeby tego nie robili przed poznaniem całego obrazka. Życzę im też, żeby przestali wreszcie szukać winnych – zwłaszcza w sprawach, w których chodzi o emocje. Miłość lub jej brak. Tu nie ma winnych. Miłość, wbrew temu, co się nam wciska do głów od dzieciństwa, nie jest jedna na całe życie. Nie jest nieskończona. Nie jest wieczna. I nie jest taka sama dla wszystkich. Handlujcie z tym. :)
Do byłej żony czuje tylko żal - Kobieta. "Mówiła, że jak dziecko się urodzi, to je pokocham". Dziś nie czuje nic, prócz żalu do byłej żony. Marcin rozwiódł się z żoną, bo zaszła
W warszawskim show-biznesie znów zawrzało. Plotkuje się, że Zbigniew Zamachowski (48 l.) wdał się w romans z reżyserką i aktorką Agnieszką Glińską (41 l.). Mówi się nawet, że odszedł od żony i czwórki dzieci. Tymczasem aktor temu zaprzecza i nic sobie nie robi z plotek. Wczorajsze popołudnie jak gdyby nigdy nic spędzał w swoim podwarszawskim domu. - To głupota! Nie odszedłem od żony - powiedział "Super Expressowi" Zbigniew Zamachowski. - Nie będę komentował tych plotek. Niech te rewelacje toczą się swoim torem - dodał spokojnie. A toczą się, toczą... Od kilku miesięcy w środowisku teatralnym mówi się, że Glińska i Zamachowski mają się ku sobie. I że ich miłość wybuchła w pracy na deskach Teatru Narodowego. Plotki podsycał fakt, że ceniona reżyser teatralna dała Zamachowskiemu główną rolę w reżyserowanym przez nią spektaklu "Lekkomyślna siostra". Glińska sama zagrała niewierną żonę, która po przygodzie z kochankiem postanawia wrócić do męża. Próby trwały miesiącami, w lutym 2009 roku była premiera. Oboje mieli więc okazję, by zbliżyć się do siebie. - Kiedy patrzę Agnieszce w oczy, a mam ku temu wielokrotnie sposobność, od razu zapominam tekst - tak aktor zwierzał się w jednym z dzienników tuż przed premierą spektaklu. Takie wyznanie jeszcze bardziej podsyciło plotki. A było one tym bardziej pikantne, że w sztuce grał też partner Glińskiej, Krzysztof Stelmaszyk (50 l.). Aktor znany z serialu "39 i pół" kilka lat temu dla zdolnej pani reżyser porzucił żonę i dwójkę dzieci. Teraz mówi się, że spotkała go za to kara i sam został porzucony. Na pocieszenie Glińska miała mu zostawić ich wspólną córkę, Janinę (7 l.). - Nie będę tego komentował - powiedział Krzysztof Stelmaszyk i wyłączył telefon, jak gdyby miał już dość szumu wokół jego rodziny. A trochę się tego nazbierało. Nazwisko Glińskiej łączono z Borysem Szycem (31 l.) i Łukaszem Garlickim (32 l.). Z obydwoma spotkała się na planie reżyserowanych przez siebie spektakli. Z pierwszym w sztuce "Bambini di Praga", z drugim w "Opowieściach Lasku Wiedeńskiego". Teraz jej kolejną zdobyczą miałby być Zbigniew Zamachowski. Ale aż trudno uwierzyć, że aktor, który z żoną, aktorką Aleksandrą Justą (40 l.), ma czwórkę dzieci - Bronisławę (7 l.), Tadeusza (9 l.), Antoniego (12 l.) i Marię (14 l.) - wykazał się taką lekkomyślnością. Przecież zawsze marzył o dużej szczęśliwej rodzinie. By zrealizować swoje pragnienia, rozwiódł się nawet ze swoją pierwszą żoną Anną Komornicką, która mieszka teraz z piosenkarką Magdą Femme (38 l.), pierwszą żoną Michała Wiśniewskiego. Ale przecież życie pisze przeróżne scenariusze.
Tłumaczenia w kontekście hasła "Odszedłem od" z polskiego na francuski od Reverso Context: To mój pierwszy raz, odkąd odszedłem od żony .
- To głupota! Nie odszedłem od żony - powiedział "Super Expressowi" Zbigniew Zamachowski. - Nie będę komentował tych plotek. Niech te rewelacje toczą się swoim torem - dodał spokojnie. A toczą się, toczą... Od kilku miesięcy w środowisku teatralnym mówi się, że Glińska i Zamachowski mają się ku sobie. I że ich miłość wybuchła w pracy na deskach Teatru Narodowego. Plotki podsycał fakt, że ceniona reżyser teatralna dała Zamachowskiemu główną rolę w reżyserowanym przez nią spektaklu "Lekkomyślna siostra". Glińska sama zagrała niewierną żonę, która po przygodzie z kochankiem postanawia wrócić do męża. Próby trwały miesiącami, w lutym 2009 roku była premiera. Oboje mieli więc okazję, by zbliżyć się do siebie. - Kiedy patrzę Agnieszce w oczy, a mam ku temu wielokrotnie sposobność, od razu zapominam tekst - tak aktor zwierzał się w jednym z dzienników tuż przed premierą spektaklu. Takie wyznanie jeszcze bardziej podsyciło plotki. A było one tym bardziej pikantne, że w sztuce grał też partner Glińskiej, Krzysztof Stelmaszyk (50 l.). Aktor znany z serialu "39 i pół" kilka lat temu dla zdolnej pani reżyser porzucił żonę i dwójkę dzieci. Teraz mówi się, że spotkała go za to kara i sam został porzucony. Na pocieszenie Glińska miała mu zostawić ich wspólną córkę, Janinę (7 l.). - Nie będę tego komentował - powiedział Krzysztof Stelmaszyk i wyłączył telefon, jak gdyby miał już dość szumu wokół jego rodziny. A trochę się tego nazbierało. Nazwisko Glińskiej łączono z Borysem Szycem (31 l.) i Łukaszem Garlickim (32 l.). Z obydwoma spotkała się na planie reżyserowanych przez siebie spektakli. Z pierwszym w sztuce "Bambini di Praga", z drugim w "Opowieściach Lasku Wiedeńskiego". Teraz jej kolejną zdobyczą miałby być Zbigniew Zamachowski. Ale aż trudno uwierzyć, że aktor, który z żoną, aktorką Aleksandrą Justą (40 l.), ma czwórkę dzieci - Bronisławę (7 l.), Tadeusza (9 l.), Antoniego (12 l.) i Marię (14 l.) - wykazał się taką lekkomyślnością. Przecież zawsze marzył o dużej szczęśliwej rodzinie. By zrealizować swoje pragnienia, rozwiódł się nawet ze swoją pierwszą żoną Anną Komornicką, która mieszka teraz z piosenkarką Magdą Femme (38 l.), pierwszą żoną Michała Wiśniewskiego. Ale przecież życie pisze przeróżne scenariusze.
"nie dziwię się Twojemu mężowi, też odszedłem od swojej żony, zapuszczonym po ciąży tłuściochu, biegającym po mieszkaniu w obleśnym szlafroku, która w ogóle nie rozumiała, że działa na mnie odrażająco, może Twoja matka też się tak zachowywała i wyniosłaś to z domu, nie dziwię się Twojemu mężowi, że chciał żyć
- Od ślubu córki dołączają do nas na Wielkanoc obie byłe żony Andrzeja ze swoimi obecnymi partnerami, mój były mąż ze swoją obecną żoną i rodzice i rodzeństwo z małżonkami mojego zięcia - śmieje się Marta. A potem wymienia kolejne dzieci i ich byłych. W sumie 30 osób. Taki 123RFZ miłości do córkiMarta to 58-letnia adwokatka. Gdy poznała Andrzeja, była rozwiedzioną mamą dwóch prawie dorosłych córek (18 i 19 lat). On, także prawnik, miał za sobą dwa małżeństwa, a z każdego z nich dziecko - dwóch synów, wtedy już też prawie dorosłych (17 i 20 lat). - Zakochaliśmy się w sobie na zabój - wspomina Bardzo chcieliśmy mieć wspólnego potomka, mimo że ja byłam już po czterdziestce, a Andrzej nawet po pięćdziesiątce. Chcieć to znaczy móc - urodziła się Matylda. Wtedy moje obje starsze córki studiowały już za granicą, jeden z synów Andrzeja także, więc pod opieką mieliśmy tylko jednego malucha. I pewnie żylibyśmy tak w rozproszeniu, gdyby nie ślub mojej starszej córki, która bardzo chciała, żebyśmy oboje z jej ojcem brali udział we wszystkich uroczystościach. Nie było to łatwe, bo rozstaliśmy się w potwornym konflikcie, z ogromnymi wzajemnymi było rady. Kocham moją córkę, więc zadzwoniłam do Stefana pierwszy raz po 10 latach i poprosiłam o spotkanie. Zgodził się natychmiast. Bardzo się tego bałam, ale to była jedna z najlepszych moich życiowych decyzji. Rzeczowo i na spokojnie wyjaśniliśmy sobie oboje, że nie mamy już wzajemnych pretensji, że oboje byliśmy winni rozpadu naszego małżeństwa, a teraz jesteśmy w nowych, a właściwie już starych związkach - dodaje Marta ze śmiechem. - Zakopaliśmy topór wojenny i na dodatek przypomnieliśmy sobie, jak bardzo się kiedyś i Stefan nie tylko wzięli udział w ślubie i weselu córki, który pomogli jej zorganizować, ale także zainicjowali wielkie świąteczne spotkania patchworkowej rodziny. - W Wielkanoc po południu wszyscy zjeżdżają do nas, bo mamy największe mieszkanie - opowiada To znaczy wiadomo, że jesteśmy my, i nasze dzieci, ale od ślubu córki dołączają do nas obie byłe żony Andrzeja ze swoimi obecnymi partnerami, mój były mąż ze swoją obecną żoną i rodzice i rodzeństwo z małżonkami mojego zięcia. Do tego zawsze wpadają wszystkie nasze dzieci, nawet partnerek i partnerów naszych byłych mężów i żon. Tak, tak, wiem, trudno się w tym połapać, ale generalnie zazwyczaj jest u nas 25-30 osób. Każdy przywozi coś dobrego, parzymy najlepszą na świecie kawę, otwieramy kilka butelek wina i gadamy. Potrafimy tak świętować godzinami. Jak to możliwe? Wszyscy jesteśmy już bardzo dojrzali, żeby nie powiedzieć starzy - mówi Teraz wiem, że szkoda życia na kłótnie, konflikty, wzajemne pretensje sprzed 30 laty. Dzięki temu, że my, starzy, umieliśmy schować nasze przeszłe urazy, dogadać się i zapomnieć, nasze dzieci mają fajna dużą i co najmniej lubiąca się i szanującą rodzinę. Oczywiście na co dzień żyjemy każdy swoim życiem, nie spotykamy się tak często, ot, dwa, trzy razy w roku. Ale mam wrażenie, że wszyscy to lubią - podsumowuje po 25 latachSą jednak rodziny, które nie umieją ułożyć sobie wzajemnych relacji tak, by patchworkowa rodzina dobrze funkcjonowała, a wszyscy jej członkowie czuli się w niej najlepiej jak się da. Krystyna rozwiodła się ze swoim mężem 25 lat temu - "bo pił i hulał". Nie umie się z tym pogodzić i nie chce zaakceptować jego nowej, młodszej partnerki. - To on doprowadził nasze małżeństwo do ruiny, bo zamiast siedzieć w domu, uwielbiał grę na wyścigach, pijackie wypady nad morze i hulaszczy tryb życia - opowiada 59-letnia że jej mąż utrzymywał rodzinę i zawsze o nią materialnie dbał, jednak zamiłowanie do zabawy było dla niej nie do zaakceptowania. Podobnie jak jego obecność na ślubie ich wspólnej córki w towarzystwie nowej partnerki. Krystyna odmówiła siedzenia przy jednym stole z kobietą, nie chciała pozować do wspólnego rodzinnego zdjęcia, robiła córce wyrzuty doprowadzając ją i siebie do Prosiłam, żeby przyszedł sam, a on musiał przyprowadzić tą wstrętną babę - Krystyna pomstuje na byłego męża. - Ja z nikim się nie związałam, więc oczekiwałabym, że on też zachowa się zdania jest Marian, który uważa, że 25 lat po rozwodzie jego była żona mogłaby już dać spokój scenom zazdrości i przestać robić mu wyrzuty. Zwłaszcza, że z nową partnerką związał się niedawno. Nie rozumie też, dlaczego żona czuję tak ogromną niechęć do jego obecnej towarzyszki życia, skoro w ogóle jej nie twierdzi psycholożka i psychoterapeutka Agnieszka Paczkowska, nieumiejętność emocjonalnego zamknięcia zakończonej relacji może przez wiele lat być źródłem cierpienia, wzajemnych pretensji, nieustającego żalu. - Taki brak ostatecznego wyjścia ze związku i rozdrapywanie ran przynosi straty nie tylko osobie, która to robi, ale także całej rodzinie, dzieciom, obecnemu partnerowi, jeśli taki jest - uważa partnerka jak płachta na bykaKonflikty, które pojawiają się przy rozstaniach partnerów, odbijają się najczęściej na dzieciach. Nie inaczej było przy rozwodzie Maksymiliana i Anety. Jak twierdzi Maks, 43-letni bankowiec, ich małżeństwo od dawna kulało, więź emocjonalna była wspomnieniem, podobnie jak czułość i seks. - Prowadziliśmy wspólne gospodarstwo i wychowywaliśmy dwie córki - Jednak nie chciałem tak żyć i odszedłem od żony. Rozstanie przebiegło dramatycznie, ona nie chciała tego zaakceptować, atakowała mnie słownie i fizycznie. Zapytana, czy robi to z miłości, odpowiedziała, że zepsułem jej wygodne życie. Po 8 miesiącach poznałem kobietę, która też była po rozwodzie, samotnie wychowywała syna. Po jakimś czasie zamieszkaliśmy razem. To zadziałało na moją byłą żonę jak płachta na byka - partnerka wyzywała już nie tylko męża, ale też jego nową partnerkę od dziwek i szmat, mimo że jest pedagogiem. Buntowała dziewczynki, nie pozwalała im jeździć z ojcem na wakacje, a jak już jechały i dobrze się bawiły, to musiały oszukiwać matkę, że było im źle, bo nie chciały jej sprawić przykrości. - Tymczasem relacje mojej nowej partnerki z jej byłym mężem i jego nową partnerką były serdeczne, niemal przyjacielskie. Bardzo zazdrościłem im tego, że umieją się tak dobrze porozumieć - dodaje Ogromny wpływ na dalsze życie, zwłaszcza w rodzinie patchworkowej ma to, w jakim stanie ludzie wychodzą z zakończonych związków, to, czy umieją ze sobą rozmawiać - mówi Agnieszka Paczkowska. - Bo jeśli pretensje o różne rzeczy z przeszłości cały czas są w powietrzu, to nie ma przestrzeni na porozumienie i dogadywanie się. Zazwyczaj w takiej sytuacji najbardziej cierpią dzieci, które są między młotem a kowadłem, często znajdują się w sytuacji nierozwiązywalnej. Bo jak jednocześnie dzieci mają dobrze bawić się z ojcem i jego nową partnerką, skoro wiedzą, że matka jest o to zazdrosna i sprawia jej to przykrość, choć obiektywnie jej dzieci niczego złego nie robią?PatchworkDane statystyczne są nieubłagane - liczba rozwodów w Polsce rośnie. Co prawda w 2017 r. roku zawarto blisko 193 tys. małżeństw, jednak sądy w tym samym czasie orzekły ponad 65 tys. rozwodów. I jest to tendencja wzrostowa. Warto pamiętać, że statystyki nie uwzględniają związków nieformalnych, w których żyje wiele osób i w których także rodzą się drugiej strony, jak wynika z badań CBOS, przeprowadzanych w 2017 r. tym, co dla Polaków decyduje o sensie życia, najczęściej jest rodzina - tak zadeklarowała ponad połowa, bo 54 proc. z nas. Nic więc dziwnego, że ci, który jeszcze niedawno byli samotnymi rozwodnikami wchodzą w nowe relacje i tworzą nowe rodziny, które często niosą ze sobą bagaż przeszłości: dzieci z poprzednich związków, rodziców, byłych teściów i obecnych dziadków, przyjaciół, kredyty i wspólny z byłym małżonkiem USA taką rodzinę zaczęto nazywać blended family, a u nas rodziną patchworkową, czyli zrekonstruowaną lub jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Jeśli zmarły obdarował za życia obce osoby lub krewnych z dalszej rodziny, dzieci mogą żądać od obdarowanych uzupełnienia należnego sobie zachowku Aktualizacja: 31.10.2012 11:15
Utrata żony i samotne rodzicielstwo to jedno z największych wyzwań, jakie rzuca los. I choć słowo "wdowiec" częściej kojarzy się ze starszym, siwym panem, to podobne dramaty przytrafiają się także młodym mężczyznom. Czy można zastąpić dzieciom mamę i wypełnić lukę po śmierci ukochanej? Jak wygląda codzienność tych, których życie wystawiło na podobną próbę? Oto historie Marka i Dariusza, którzy w młodym wieku zostali wdowcami i samotnymi Dariusza – "Miałem pierwsze objawy depresji"Choć niezależnie od płci, utrata małżonka jest niewyobrażalnym ciosem, to sytuacja wdowców, zwłaszcza samotnych ojców – jest szczególnie trudna. To kobiety częściej od mężczyzn opiekują się dziećmi, prowadzą dom i dbają o ognisko domowe. Nie dotyczy to jedynie małżeństw, które żyją według patriarchalnego modelu rodziny. Nawet w partnerskich relacjach, sytuacja wdowca, który nagle musi przejąć całkowitą pieczę nad domem i dziećmi jest ogromnym wyzwaniem. W takiej sytuacji kilka lat temu znalazł się Dariusz, który po śmierci żony musiał nie tylko uporać się z jej stratą, ale także przejąć całkowitą opiekę nad 8-letnią córką i 5-letnim synem. W rozmowie z Martyną Trębacz z opowiedział swoją Zostałem sam z dwójką dzieci, żona zmarła na raka piersi. To było 5 lat temu. Nie umiem opowiedzieć, co czuje się w takiej chwili, bo nie ma na to żadnych słów. Rozpacz to mało powiedziane. Nie tylko ja straciłem żonę, ale i dzieci mamę, a ja zostałem samotnym ojcem. Wcześniej to ja byłem jedynym żywicielem rodziny, więc łatwo sobie wyobrazić, że większość obowiązków w domu spoczywało na mojej małżonce. Ja po powrocie z pracy starałem się ją odciążyć, ale nie da się tego porównać do tego, co robiła żona. Dodatkowo przez to, że było mnie mało w domu, to ja byłem tym dobrym policjantem. Rozpieszczałem dzieci, zabierałem na plac zabaw i wygłupiałem się w każdy wolny weekend. A po śmierci żony musiałem zająć się domowymi sprawami i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, ile miała obowiązków – powiedział Dariusz. Mimo złych rokowań i świadomości, jak poważną chorobą jest nowotwór piersi, nie sposób przygotować się na śmierć najbliższej osoby. W przypadku Dariusza, po stracie żony, cała uwaga skoncentrowała się na dzieciach, dla których również była to niewyobrażalna tragedia. - Choroba żony trwała dwa lata, ale jakoś nie docierało do mnie, że to może się tak skończyć. Zresztą wtedy wszyscy byliśmy skoncentrowani na jej leczeniu, więc dziećmi głównie opiekowała się teściowa i szwagierka. Ja jeździłem po szpitalach, szukałem lekarzy i zarabiałem na życie. Kiedy już myśleliśmy, że wychodzimy na prostą, okazało się, że są przerzuty i musiałby się wydarzyć cud, żeby żona z tego wyszła. Kilka tygodni po jej śmierci wyleciało mi z pamięci. Pamiętam tylko jak dzieci budziły się w nocy i wołały mamę. Córka miała wtedy 8 lat, syn 5. Na prośbę rodziny poszedłem do psychiatry, bo miałem pierwsze objawy depresji. Dostałem leki i tylko one pomogły mi przetrwać ten pierwszy rok. Przed narodzinami dzieci jeździłem na ciężarówkach, ale żona chciała, żebym był częściej w domu, więc zmieniłem pracę. Po jej śmierci postanowiliśmy z rodziną, że wrócę do zawodu i w tym czasie z dziećmi będą dziadkowie. Teściowa lepiej umiała się nimi zająć, chociaż trochę zastąpić mamę. Ja zajmowałem się nimi cały czas po powrocie z pracy. Po roku od śmierci żony zrobiłem w domu remont, uporządkowałem wszystkie rzeczy. Część zostawiłem dla dzieci, żeby miały pamiątkę, a resztę oddałem. Nie umiem opisać swoich emocji, starałem się podejść do tego zadaniowo. Lekarz doradził mi, żebym koncentrował się zawsze na dniu dzisiejszym, nie wybiegał w przyszłość, ani zwłaszcza nie wracał do przeszłości – powiedział Dariusz. Czy wraz z upływem czasu można uporać się z taką stratą? I jak wygląda życie wdowca i zarazem samotnego ojca? - Było i jest mi ciągle ciężko. Zawsze myślałem, że jeśli ktoś z nas zachoruje to ja. Moi rodzice zmarli wcześnie, brat zachorował rok przed śmiercią żony, a i ja jestem już po 2 operacjach. Ale nie mogę się poddać, bo wiem jak dzieci bardzo się boją, że coś mi się stanie. Chociaż mają dziadków to martwią się, że gdyby mnie brakło, to one pójdą do domu dziecka. To mnie zmobilizowało do walki o siebie, bo wiem, jak ważna dla zachowania zdrowia jest psychika. Dlatego na prośbę córki po kilkunastu latach rzuciłem palenie. Nie mogę powiedzieć, że się całkiem pozbierałem, ale na pewno ten ból jest inny. Nie wyobrażam sobie ożenić się ponownie. Nie wiem, co będzie kiedyś w przyszłości, ale myślę, że ani ja, ani dzieci by tego nie chciały. Na razie o tym nie myślę, staram się mimo wszystko żyć dalej i nie załamywać, chociaż do dzisiaj są takie dni, że nic mi się nie chce. Dopiero po czasie człowiek docenia to co miał. Dzisiaj bym wszystko oddał za wspólny obiad z żoną i dziećmi – powiedział Dariusz. Historia Marka - "Najbardziej przerażało mnie, jak sobie poradzę sam"Przed podobnym wyzwaniem stanął Marek, który po śmierci żony został jedynym opiekunem dla wówczas 4-letniej córeczki. W rozmowie z Martyną Trębacz z opowiedział, jak zmieniło się jego życie, gdy został wdowcem. - Moja żona zmarła 4,5 roku temu. Zginęła w wypadku. Nasza córeczka miała wtedy 4 latka. Moja żałoba trwała długo, bo od początku skoncentrowałem się na dziecku, żeby wszystko mu zapewnić. I zapomniałem trochę o sobie. Najbardziej przerażało mnie, jak sobie poradzę sam, jak wychowam córkę bez żony. Miałem z nią dobry kontakt, ale to za mało, nikt nie zastąpi jej mamy. Radziłem się psychologa, jak powiedzieć córce o wypadku i że mama nigdy już do nas nie wróci. Słyszałem różne rady, ale w końcu sam postanowiłem, że nie będę nikogo słuchał, tylko zrobię tak, jak sam uważam. I powiedziałem wprost, że mama miała wypadek i jest w niebie. Trudno mi opowiedzieć coś więcej o tym okresie, bo nie chcę tego rozpamiętywać. Pomogło mi to, że jeden z moich znajomych był w podobnej sytuacji i wiedziałem, że on dał sobie radę. On miał trudniej, bo sam wychowywał niepełnosprawnego syna. Wcześniej o tym nie myślałem, dopiero jak sam zostałem wdowcem z małym dzieckiem, to zacząłem zauważać ludzi w podobnej sytuacji. To mi dodawało otuchy, bo w tamtym okresie nie chciało mi się żyć. Po śmierci żony odszedłem z pracy i założyłem swoją działalność. Chciałem być bardziej niezależny i dostępny czasowo, żeby w każdej chwili móc przyjechać do córki. Wyszedłem na prostą po jakiś 3 latach. Życie się zmienia i nic się nie poradzi na to, ale staram się, żeby córka mimo wszystko miała szczęśliwe dzieciństwo – powiedział partnera niezależnie od płci i wieku zawsze jest ogromnym ciosem. Śmierć najbliższej osoby bezpowrotnie zmienia dotychczasowe życie, które od tej chwili płynie całkiem innym rytmem. Jeśli jednak odejście małżonka oznacza również samotne rodzicielstwo, poradzenie sobie w takiej sytuacji jest podwójnym wyzwaniem. Prócz tęsknoty i żalu po stracie małżonka, pozostaje świadomość, że nie tylko nasz świat rozpadł się na milion kawałków. Zobacz także:Zobacz wideo: O choroba! Książka, która oswaja traumęO choroba! Książka, która oswaja traumęŹródło: Dzień Dobry TVNAutor:Martyna TrębaczŹródło zdjęcia głównego: Mactrunk/GettyImages
Odszedłem, bo miałem dość. Dość słuchania ciągłych awantur o nic, dość słuchania tego że jej brat ma takie auto, a my nieco marniejsze. Dość ciągłego proszenia się o seks - w ciągu 2 lat uprawialiśmy seks może z 10 razy maksymalnie.
Drogi mężu: Piszę ten list, aby powiedzieć Ci, że zostawiam Cię na dobre. Byłam dla Ciebie dobrą żoną przez siedem lat, ale dłużej już tak nie mogę. Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie piekłem. Twój szef do mnie dziś zadzwonił i powiedział, że odszedłeś z pracy – to przelało czarę goryczy. W zeszłym tygodniu przyszedłeś do domu i nawet nie zauważyłeś, że mam nową fryzurę, pomalowane paznokcie, ugotowałam Twój ulubiony obiad, a jakby tego było mało założyłam seksowną bieliznę. Nie zwróciłeś na mnie uwagi, a obiad zjadłeś w dwie minuty i od razu poszedłeś na górę oglądać mecz. Od dawna nie mówiłeś mi, że mnie kochasz, nie wspominając o czułościach wobec mnie. Albo mnie zdradzasz albo po prostu mnie nie kochasz… W każdym razie odchodzę od Ciebie. Nie próbuj mnie szukać. Razem z Twoim BRATEM wyprowadzam się z miasta! Powodzenia w życiu! Twoja była żona Mąż także zdecydował się napisać parę słów żonie. Droga była żono, Twój list mnie powalił. To prawda, że byliśmy małżeństwem przez siedem lat, ale kobieta którą poślubiłem nie jest tą, którą miałem później przy boku. Oglądam tak dużo telewizji, aby nie musieć słuchać Twojego ciągłego zrzędzenia i marudzenia. Szkoda, że to nie działa. Nie powiedziałem nic o Twoim ścięciu włosów, ponieważ gdy Cię zobaczyłem to od razu pomyślałem, że wyglądasz jak chłopak! A moja mama uczyła mnie, że jeśli nie ma się nic miłego do powiedzenia to lepiej milczeć. Kiedy niby ugotowałaś mój ulubiony obiad to chyba pomyliłaś mnie z MOIM BRATEM, bo ja przestałem jeść wieprzowinę siedem lat temu! Poszedłem od razu spać, gdy stanęłaś przede mną w seksownej bieliźnie, ponieważ widniała na niej jeszcze cena: 100 złotych… Modliłem się, że to tylko przypadek, że mój brat dokładnie tyle samo pożyczył ode mnie dziś rano. Mimo to ciągle Cię kochałem i czułem, że możemy nad sobą popracować. Kiedy dowiedziałem się, że wygrałem milion złotych w lotto od razu odszedłem z pracy i kupiłem dla nas dwa bilety na Jamajkę. Tak bardzo chciałaś tam polecieć… Jednak kiedy przyszedłem do domu – Ciebie już nie było. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Mam nadzieję, że w końcu masz życie, którego tak bardzo chciałaś. Mój prawnik powiedział, że dzięki Twojemu listowi nie dostaniesz w sądzie ode mnie ani grosza. Cóż, dbaj o siebie. Nie wiem, czy mój brat Ci powiedział, ale urodził się nie jako Karol, a Karolina. Mam nadzieję, że to nie jest dla Ciebie problem. Powodzenia, Twój były mąż.
ZgCRq. f8qabm1m52.pages.dev/307f8qabm1m52.pages.dev/192f8qabm1m52.pages.dev/60f8qabm1m52.pages.dev/239f8qabm1m52.pages.dev/332f8qabm1m52.pages.dev/364f8qabm1m52.pages.dev/355
odszedłem od żony i dzieci